Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
[x]

deviantART

 
About Me Member Pseudo-Intellectual syriusz-black20/Male/Poland Recent Activity Deviant for 3 Years
Needs Premium Membership
Statistics 63 Deviations
360 Comments
4,862 Pageviews

Newest

Opowiesci z Limanki XII

Thu Feb 12, 2009, 9:32 AM
***

Krzysiek był wielkim, lekko przygłupim facetem o aparycji tankowca. Podobnie jak tankowiec ropą, Krzychu śmierdział wódą i "Saint Georgami", które nabywał na mecie u Kurkowej po 20 groszy za sztukę, bo szkoda mu było tracić pieniądze na cała paczkę "Fajrantów". Tak jak u czterdziestoletniego tankowca, tak też u Krzyśka jedyną rzeczą do której się nadawał był złom. I to w sensie dosłownym, gdyś Krzysiek był dumnym właścicielem szrotu znajdującego się nieopodal podstawówki na Złotnie.
Ku swej nieopisanej rozpaczy Krzychu był posiadaczem rodziny - bezużytecznej żony z którą nie wiedział już co robić (a gdyby nawet wiedział co, był zbyt głupi by wpaść na to "jak") oraz żałosnego syna mazgaja, którego bezskutecznie próbował wychować na prawdziwego mężczyznę, zwłaszcza po obaleniu flachy z kumplami...

Była niedziela, wieczór. 17:55, zaraz po mszy. Kilka babcioherów klepało jeszcze zdrowaśki w kościelnych ławach. Krzychu udawał się w stronę zakrystii.
- Cholerny gówniarzyna, ministrantem się być chciało... Jeszcze pedałem zostanie... - dywagował przy pomocy monologu wewnętrznego w próżni swego umysłu Krzysztof.
- Proszę... - usłyszał zza drzwi zanim jeszcze zdążył zapukać.
Proboszcz właśnie zdejmował stułę. Bez słowa wskazał Krzyśkowi miejsce na starym, lekko zapleśniałym krześle.
- Chciał mnie ksiondz widzieć... - rozpoczął ostrożnie. Nie wiedzieć czemu, proboszcz onieśmielał Krzyśka, co w jego wypadku było szczególnie dziwne w świetle tego, jak poprzedni proboszcz chodzący po kolędzie został przez urżniętego w trzy dupy Krzycha obrzucony lusterkami od Malucha.
- Tak tak, dziękuję, że przyszedłeś - powiedział Marius siadając obok - Chodzi o Twojego syna. To trzecia msza do której służył w tym miesiącu i trzecia, na którą przychodzi z podbitym okiem.
Marius nie patrzył na Krzyśka, zajęty szukaniem czegoś w leżącym obok lekcjonarzu. Mimo to Krzuchu zmieszał się jak - nie przymierzając - diabli.
- Ekhm.... tak, wie ksiondz. Te wszystkie bójki, koledzy... Próbowałem tysiąc razy tłumaczyć mu, że...
Marius zdawał się nie słuchać tej przemowy. Czytał, zmieniał strony, raz nawet ziewnął. Po trzech minutach przerwał Krzyśkowi.
- Powiedz mi, ile ważysz Krzychu? - zagaił beztrosko zamykając lekcjonarz
Zapytany zatkał się momentalnie patrząc na księdza z miną klasycznego ćwierć;półmózga
- Noooo.....ze 90 kilo bedzie...
- Mhm... a ie waży Twój syn?
- Noo... ze 40... Ale co...
- To dość spora różnica, nie uważasz? - zapytał ze spokojnym uśmiechem Marius i nie czekając na odpowiedź dodał - W związku z tym radzę Ci, żebyś nastę;pnym razem poszukał sobie kogoś, kto startuje w podobnej wadze jak Ty. Możesz przyjść z tym do mnie, jeśli chcesz. Możesz być pewny, że jeśli jeszcze raz zobaczę ministranta z podbitym okiem, to kiedy z Tobą skończę nie będzie Ci potrzebny lekarz, tylko ksiądz. - zakończył równie uprzejmie, jak zaczął
- Ksiądz mi grozi?!
- Nie, ja Ci obiecuję - odparł z uśmiechem Marius wskazując Krzyśkowi drzwi.

***
(Pałac Poznańskich, godzina 24)

- Znaleźliście ją?
- Tak, książę, ale...
Brwi Macieja Poznańskiego podążyły w przeciwległych kierunkach
-...Ale...? - Powtórzył po Sehonie, przeciągając ostatnią głoskę.
- Ale ksiądz i kundel...
- Dość.
Poznański wstał z fotela i podszedł do okna. Przez chwilę nikt się nie odzywał.
- Załatw to. Mam dość partactwa, którego doświadczam za każdym razem gdy spotykacie się z obłędem Malkaviana.
- Gwarantuję książę, że zajmę się tym osobiście - Sehon ukłonił się teatralnie, zdejmując kapelusz i zamiatając połą swego żygowo-morcznego płaszcza. Poznański posłał mu bardzo nieprzyjemne, przeciągłe spojrzenie.
- Nie masz innego wyjścia Sehon. Nie masz wyjścia.

***
(Złotno, godzina 1 w nocy)

Marius był zmęczony. Zszedł do małej krypty pod kościołem i zaczął szukać czegoś, co nie tak dawno miało im pomóc w wyprawie do Rumunii, a o czym przed wyjazdem bezmyślnie zapomnieli. Szukał i rozmyślał o gargantuicznych zombie na Białołęce, o dziwnych pieczęciach w Zgierzu, o Rumunii, o znikających kobietach i zapijaczonych idiotach, którzy nie powinni mieć dzieci. O Bogu, który wepchnął go w tę wyjątkowo groteskową formę pokuty, będącą wyjątkowo perfidnym pastiszem piekła. Myślał o tym czym jest. O tym, czego nienawidzi. I był zmęczony...

Złotno o pierwszej w nocy, wyglądało tak samo jak Złotno o drugiej w nocy oraz tak samo jak Złotno o północy. Spacerując tam o tych godzinach można dojść do przeświadczenia, że to właśnie tu Tim Burton kręcił sceny do pierwszych dwóch części "Batmana". Tej nocy było podobnie - cisza wylewająca się na wąskie uliczki między domami i slumsami, latarnie świecące słabym, psychodelicznym pomarańczowym światłem na wąski skrawek asfaltu wokół którego ciemność zamiast rozrzedzać się zdawała się gęstnieć. Nie było żuli ani zwierząt, samochodów, Batmana. Jedynie pięć postaci stojących wokół ciemnego kościoła

Marius siedział w pierwszej ławie przed ołtarzem w całkowitej ciemności, wpatrując się w starą, marną reprodukcję Matki Boskiej Częstochowskiej wiszącej nad tabernakulum. Widział, jak przez framugi okien i dziurkę od klucza w kościelnych drzwiach przepływa mgła, leniwie wypełniając wnętrze kościoła. Wstał, podniósł leżące obok niego berło i rozejrzał się wokół, po mozaikowej podłodze pokrytej całkowicie białym, gęstym puchem. I zaczął się śmiać...
- Na Boga, czy wy wszyscy kochacie się w tej jarmarcznej tandecie? - zapytał w próżnię, rechocząc obłąkańczo.
- Milcz, świrze - Odpowiedział mu Sehon, który pojawił się parę metrów przed nim równie niespodziewanie, jak niespodziewanie zniknęła mgła wypełniająca kościół jeszcze sekundę wcześniej.
Oprócz niego wokół Mariusa stali pozostali czterej.
- No no... Książę nie pochwaliłby takiego języka...zwłaszcza wobec duchownego... - zadrwił Marius, nie przestając się śmiać.
- Rzekłem "Milcz!" - odparł wampir, pretensjonalnie przeciągając sylaby - To czego nie pochwala książę zostanie ci uświadomione w pełnej rozciągłości. Widzisz kogo po ciebie przysłano, wiesz, że nie masz szans. Więc cokolwiek zamierzasz zrobić - przestań zanim zaczniesz.
- A co powiesz na modlitwę? - wypalił Marius zanim Sehon dokończył swoją kwestię. Nastę;pnie (sprawiając, iż Sehon zastygł w operetkowej pozie wyrażającej bezbrzeżne zdumienie) ukląkł, chwycił mocniej berło na którym wymacał coś w rodzaju przełącznika i zaczął się modlić.

Przez chwilę Złotno o pierwszej dziesięć w nocy pozostawał tym samym Złotnem, co Złotno o drugiej i Złotno o północy. W nastę;pnej chwili jednak nocną ciszę zagłuszył przenikliwy, kreskówkowy wręcz śmiech wariata, a ciemność panującą wokół kościoła rozproszyło świtało, które eksplodowało w budynku zmieniając witraże w pył.

***
(Pałac Poznańskich, 1:25)

Przed wielką, żeliwną bramę zajechało czarne Audi TT. Zatrzymało się i otworzyło drzwi od strony pasażera, z którego to miejsca wysiadła postać w przepięknym, markowym dresie Adidasa, przeciwsłonecznych lenonkach, z "Białomorem" wetkniętym tam, gdzie niegdyś znajdowała się lewa dolna dwójka. Postać podeszła do bramy.

Korytarzem pałacu biegł Rabbi. Nikt z rodziny i służby księcia nie miał pojęcia dlaczego akurat ta ksywka przylgnęła do starego lokaja, ale wszyscy zwali go właśnie w ten sposób. Podobno jej genezę znał jedynie książę, a przed nim jego ojciec i dziadek, którym Rabbi również służył. Rabbi wiedział doskonale, że nie wolno przeszkadzać księciu o tej porze, w tym momencie, kiedy załatwia takie właśnie sprawy. Ale Rabbi wiedział też co usłyszał.

Drzwi do prywatnego gabinetu Macieja Poznańskiego otworzyły się raptownie. Stał w nich lokaj, na pozór spokojny, patrzący na trzech gości księcia siedzących przy brandy i omawiających z nim istotne kwestie. Poznański, ubrany w swój najlepszy garnitur przerwał najwyraźniej w pół słowa swą wypowiedź.
- Prosiłem, by mi nie przeszkadzano Rabbi...
- Proszę o wybaczenie, panie Poznański, ale mamy problem - odrzekł pozornie spokojnie lokaj.
Poznański spojrzał szybko na swych gości wpatrzonych z uprzejmym zdziwieniem na stojącego w drzwiach lokaja.
- Kern?
- Nie, proszę pana...
- Łowcy...?
- Gorzej. Rosjanie.

***

  • Mood: Artistic
  • Listening to: breath...
  • Reading: from hands...
  • Watching: the eyes...

deviantID

No deviantID yet.

Devious Info

  • Current Residence: Złotno - Underworld (Poland)
  • Favourite movie: Aliens,Mononoke Hime,
  • Favourite band or musician: U2,1 - 2 - 3,G.Turnau,J. Kaczmarski, Manson,Godsmack,Metallica itd.
  • Favourite genre of music: Rock,Metal,Jazz, Blues,Unpopular musik
  • Favourite artist: Z.Beksiński,W.A.Mozart,Bono
  • Favourite poet or writer: K.K.Baczyński/ Stephen King
  • Favourite style of art: Żuler classic
  • Operating System: Łyndows
  • MP3 player of choice: Winamp
  • Favourite game: DiabloII,AvP2,Tekken,A.M.Alice,Worms, Neverwinter Nights
  • Favourite gaming platform: PS,PS2,PC, Pegasus, Commodore, Nintendo Snes
  • Favourite cartoon character: Vegeta,Lobo,Gambit,Vicious,Spawn, Joker, Scarlet Spider
  • Personal Quote: Perfidnie!!!

deviantART Community Board

[x]

Comments


:iconsesselja:
dziękuję za każdy komentarz... to bardzo cenne dla mnie :)

--
:blackrose: I ja kiedyś będę kimś :blackrose:
:iconsesselja:
ten kto pisze wiersze, zawsze zasługuje na uwage, tak przynajmniej ja myślę...
a skromnośc jest cechą, która mnie wzrusza :)

--
:blackrose: I ja kiedyś będę kimś :blackrose:
:iconsyriusz-black:
Skromność nie ma tu nic do rzeczy. To jest efekt myślenia synonimami. Mówię "poeta", myślę "Baczyński, Herbert, Szymborska". Mówiąc "poeta" o sobie postawiłbym się z nimi w jednym szeregu, a to byłoby dowodem wyjątkowej głupoty, lub wyjątkowej arogancji. Jeśli natomiast komuś się przywidzi minie w ten sposób określić, to cóż... Jego prawo :-)

--
Bije czarna godzina, czarny dzień się zaczyna. Dajcie mi ludzie trzeźwi szklankę czystej poezji...
:iconsesselja:
powinnam czuć się zażenowana. a nie jestem, moze dlatego ,ze polubiłam Twoje strofy od razu?
może dlatego ,zę nie są doskonałe jak u Baczyńskiego ,czy Herberta?
może dlatego ,ze wydają mi się bardziej ludzkie?

--
:blackrose: I ja kiedyś będę kimś :blackrose:
:iconsyriusz-black:
Hmm... a to ciekawe przypuszczenie...:-)

--
Bije czarna godzina, czarny dzień się zaczyna. Dajcie mi ludzie trzeźwi szklankę czystej poezji...
:iconsesselja:
zawsze sobie myślę tak, ze jak ktoś pisze, to znaczy ,ze ma taką potrzebe, czuje, że to pomoże, wyzwoli itd. pisz jak najwięcej, kształtuj się, bo widze ,zę są momenty bardzo dobre, a to już coś :) gratuluję odwagi przede wszystkim, bo poezja to taki kruchy, dosyć skomplikowany werset życia, która potrafi wiele dać i zabrać jednocześnie. powodzenia, I'll be watching you ;)

--
:blackrose: I ja kiedyś będę kimś :blackrose:
:iconsyriusz-black:
Dzięki. Ale ja nie jestem poetą. Ja tylko piszę wiersze. :-)

--
Bije czarna godzina, czarny dzień się zaczyna. Dajcie mi ludzie trzeźwi szklankę czystej poezji...
:iconsesselja:
zainteresowały mnie Twoje prace :) pozwolisz, ze wczytam się w nie ;) :hug:

--
:blackrose: I ja kiedyś będę kimś :blackrose:
:iconsyriusz-black:
Oczywiście, jak najbardziej. Przypuszczam, że trafiłaś na nie przez przypadek, jak to zwykle bywa na DA :-) Ale skoro chcesz zmarnować trochę czasu na przeczytanie tego wszystkiego, to proszę uprzejmie, bardzo mi miło. Ewentualny komentarz do tych "co gorszych" lub (jeśli znajdziesz) "co lepszych) - mile widziany :-)

--
Bije czarna godzina, czarny dzień się zaczyna. Dajcie mi ludzie trzeźwi szklankę czystej poezji...
:icondegeneratfhtagn:
Dzięki za :+fav: :)

--
...Две кости и белый череп, вот моя эмблема!...

Site Map